i szkoda czasu na Nieważne. Blog zawiera moje przemyślenia dotyczące codzienności. Moje życie to moje dzieci - wychowując je spełniam się. Nie myślałam, że można tak kochać...
sobota, 03 stycznia 2015

Zbierałam się ponad dwa lata i od miesiąca mam stały aparat na zębach. Nie była to dla mnie łatwa decyzja ale cieszę się, że się zdecydowałam. Po przetrwaniu pierwszych dwóch tygodni i przyzwyczajeniu się do nowego już jest dobrze. Choć przyznam się, że po czwartej dobie gdyby się dało, to wyjęłabym sobie ten aparat razem z bolącymi zębami :-) Można się przyzwyczaić.

Dzieciaki nasze mają swoje zainteresowania...

Zaczęło się zupełnie niewinnie. Po pierwszej klasie musiałam zorganizować pierwszy raz zajęcie dla Córy na całe wakacje, do tej pory przez lipiec był dyżur w przedszkolu, a każdy pracujący rodzic wie, że urlopu wypoczynkowego nie wystarcza żeby zapewnić dzieciom opiekę przez cały rok, włączając przerwy świąteczne (jest tego trochę). I tak popytałam tu i tam i polecono mi półkolonie w stadninie. Córcia łyknęła bakcyla i tak jeździ konno raz w tygodniu już drugi rok. Po pierwszym upadku był kryzys ale nie trwał zbyt długo i chęci wróciły. Moja starsza pociecha jest zakochana w koniach - kolekcjonuje figurki, maluje konie, czyta książki i ma kilka albumów. Z prezentami dla niej nie ma kłopotu - byle byłby zachowany temat koni :-)  Dodam tylko, że ta pasja jest bardzo wychowawcza, bo każdy kto jeździ musi sobie konia przygotować i osiodłać i potem go rozsiodłać i puścić wolno takiego, jakiego się wzięło z wybiegu. Nie ma tutaj żadnej ,,służby'' - chcesz mieć przyjemność, musisz na nią zapracować. Nadmiernie tylko, że wizja nie pojechania na jazdę działa także mobilizującą, jak najgorsza kara (a czasami taką aurę niestety trzeba roztoczyć). Mirell lubi także wszelkie zajęcia manualne. Na urodziny dostała od nas maszynę do szycia i stale szyje coś dla lalek, chodzi także w szkole na koło szycia i widać, że je się to podoba.

Syn zakochał się w pływaniu, robi postępy i chętnie uczestniczy w kursie, dopytując się stale kiedy będzie następna lekcja. Chodzi drugi rok. Oprócz sportu, Hubs jest bardzo muzykalny - stale śpiewa i tańczy i widzę, że ma bardzo rozwinięty zmysł muzyczny. Może w przyszłości będzie trzeba pomyśleć o jakichś zajęciach. Zobaczymy jak to będzie, gdy pójdzie do szkoły.

Jej.... Jak to wszystko piszę, to aż trudno mi uwierzyć, że mam takie duże dzieci :-)  

piątek, 02 stycznia 2015

Noworocznie pozdrawiam Wszystkich, którzy tutaj jeszcze zaglądają ;) (moja przerwa była obrzydliwie długa)

 

Dzieciaki nam rosną szybko, Córcia w trzeciej klasie, skończyła właśnie 9 lat (w tym roku Komunia), Synek idzie do pierwszej klasy od września (niebawem skończy 6 lat). Czas goni jak szalony. Poniedziałek – piątek, potem chwila oddechu i znowu jest niedziela wieczorem. W tym całym ogarnianiu rzeczywistości codziennej, zabrakło mi jakoś czasu i weny na pisanie, a teraz jak patrzę na wszystkie wpisy dotychczasowe to robi mi się żal. Jak się utrwala wspomnienia, to one ożywają, a codzienność sprawia że tak szybko wszystko przelatuje jak błysk.

A u mnie? Realizuję się jako kobieta, żona, mama, przyjaciółka, córka i pracownik (choć z tą hierarchiczną kolejnością różnie bywa). Ogarniam swoją rzeczywistość najlepiej jak potrafię, ze wszystkich swoich sił i raz mi wychodzi, a innym razem wcale nie. Ważne, że wciąż zaczynam od nowa, z nowymi planami i nadzieją w to, że się uda.

Najbardziej wymagającą rolą jest rola mamy, zdecydowanie. Każdy dzień niesie za sobą nowe sprawy, potrzeby, wyzwania i sprostanie im nie jest łatwe. Pomalutku, znowu będę dzielić się tą częścią mojego życia.

Wychowywanie temperamentnej 9-latki i energicznego 6-latka jest wyzwaniem!

 

czwartek, 31 października 2013

Jednak bardzo mi brakuje tego pisania. Wracam!

wtorek, 15 stycznia 2013

Wczoraj w ramach usprawniania układu odpornościowego, przewietrzenia złogów w mózgu wyszliśmy z Hubsem na dwór wyposażeni w wiaderko i dużą łopatkę. Ciemno już było ale komu to przeszkadza, wszak w mieście są latarnie. Spacerowaliśmy i robiliśmy babki ze śniegu. Nie spodziewałam się, że ze śniegu się da robić babki niczym z piasku, mimo że było 5 stopni mrozu i teoretycznie śnieg się nie lepił. Nie lepił się do śnieżek ale do babek było w sam raz. Ileż mały miał radości jak te babki rozwalał. Biegał, śmiał się, nakazywał mi zamykać oczy żeby niby potajemnie niszczyć nasze dzieła i w końcu stanął taki zakłopotany i woła: ,,mamo, siku!". Pytam - chcesz. A on na to: ,,nie, już zrobiłem. posikałem się ze śmiechu!".

Tak więc po godzinie wróciliśmy z polikami czerwonymi od mrozu i spodniami mokrymi ze śmiechu (na szczęście od środka, szybka akcja powrotowa była żeby nie zmarznąć).

09:31, trajlabajla , Smyrek
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 123
Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Fifth Birthday tickers stat4u